Wybacz, cel uświęca środki.
Scanlon zaciągnął się dymem papierosowym, mocno, dopóki nie poczuł , jak tytoń ciepłym podmuchem muska wnętrze jego płuc. Odetchnął, jakby miał robić to ostatni raz w życiu. Zrobił ostatni krok w kierunku balkonowej balustrady i opadł na nią bezwiednie, aż jej zaokrąglona krawędź nie wbiła mu się w pachy. Wyjętego wcześniej z ust papierosa trzymał luźno między palcem wskazującym a środkowym. Nie przejmował się, że praktycznie wyślizguje mu się z dłoni. Spuścił jedynie wzrok, by spoglądnąć na tętniące życiem miasto pod nim. Ludzie chodzili znudzeni , nie wiadomo gdzie zmierzając . Zimne twarze, poważne miny . Tylko ich dusze potrafiły wszystko zdradzić. Dusze, które drżały s pazmatycznie , trzęsły się niekontrolowanie. Jak łkające robaki , desperacko czerpiąc ostatnie oddechy , machając ręką znad powierzchni wody, tonąc w otchłani marazmu. Wypuścił leniwie kółko z dymu . Oczami wiódł za grupką dzieciaków , przeszywając ich analitycz...