Jeszcze nas zaskoczy.

 

Moje usta wygięły się w większym uśmiechu, kiedy spoglądałem na znajdującą się przy brzegu dwójkę.
    - Nie spinaj się tak. – zagaiłem w stronę siostry, kładąc na jej ramieniu dłoń.
    Wzdrygnęła się, wyraźnie marszcząc brwi.
    - Na pewno dobrze robimy? – jej pytanie na chwilę wybiło mnie z rytmu, przez co mój uśmiech znikł.
    Nie musiała mówić nic więcej, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, o czym wspomina.
    - Nigdy nie możemy mieć pewności, co do jej zamiarów. – zbliżyłem się do dziewczyny, otaczając ją ramieniem – I tak nie mamy wpływu na los. Możemy jedynie tworzyć pozory,  jakbyśmy mieli wszystko pod kontrolą. Tak się nie da.
    Starałem się mówić spokojnie. Jakby sam ton głosu miał zapewnić ją o dobrej przyszłości.
    Obje zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie niemożliwe. Czułem, że moja władza to tylko pozory. Nie mogłem przecież czuwać nad każdym poddanym. Ten kraj od zawsze był wielką planszą, na której jesteśmy tylko pionkami.
    Kto w takim razie tak naprawdę był graczem?
    - Pokładasz w niej nadzieje, prawda? – brzmiała aż nazbyt niepewnie.
    Skorupa niezłomnej zniknęła, schowana na chwilę przed strachem. Ketia od zawsze była tchórzem.
   - Jest córką Pierwotnego i naszej siostry. Ma więcej władzy niż my – przyciągnąłem rudowłosą do siebie, chowając nos w jej pachnące kosmyki.
   Była ciepła, choć dygotała.
   Nagle jednak wyrwała się z moich objęć, obracając się tak, że stanęła naprzeciwko.
   - W takim razie biorę ją pod swoje skrzydła – nagle jej ton głosu diametralnie się zmienił, ukazując determinację. – Będę jej rękawiczkami.
   Obdarzyła mnie spokojnym uśmiechem i ognistym spojrzeniem. Zaśmiałem się, patrząc jak ostrożnie się przede mną kłania.
   Zacisnąłem palce wokół rękojeści pistoletu, unosząc go tak, że lufa dotykała teraz czoła siostry.
   - Wedle twojej woli. – wyszczerzyłem zęby, muskając opuszkiem palca spust.
   Spoglądała na mnie z błyskiem w oczach, na co głośno się zaśmiałem.
   Odsunąłem rękę, głaszcząc jej głowę wolną dłonią. Potem wyprzedziłem Ketię, kierując się w stronę przekomarzającej się dwójki.
   Demon wyraźnie zainteresował się białowłosą. Nie często poświęcał w ten sposób uwagę nowo przybyłymi. Być może wyczuwał od niej coś, czego jako człowiek nie potrafiłem dostrzec. A oni w końcu dzielili razem Demoniczną Krew.
   Stanąłem obok Tonego, spoglądając na białowłosą kobietę przed sobą.
   - Lepiej nie obiecuj jej zbyt wiele – dotknąłem ramienia chłopaka, klepiąc go przyjacielska.
   Dzięki podobnemu wzrostowi, żaden z nas nie czuł się takim gestem poniżony czy zakłopotany.
   - Spokojna głowa, Misiaczku. – prychnął w odpowiedzi, nieprzychylnie mnie nazywając.
   Cmoknąłem z irytacją, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek.
   Powoli wbiłem w jego skórę mocniej palce, czując, jak po moim ciele rozpływa się przyjemne zimno.
   W ten sposób w jednej chwili na ziemi znów stanął Czarnuszek, wyłaniając się z błękitnego blasku.
   - Jeśli będzie cię prześladował, chętnie sprowadzę go do właściwej formy. – wyszczerzyłem zęby, kiedy moje spojrzenie spotkało się z zainteresowanym wzrokiem Sitii.
   Ta wymiana znaczyła coś więcej niż tylko pozorne spoglądanie.
   - Interesujące… - założyła luźny kosym białych pukli na ucho, ozdabiając twarz w lekki uśmiech.
    - To nic wielkiego, jeśli będziesz grzeczna to zdradzę ci sekret kiełznania dzikich bestii.
    Moje słowa zostały skwitowane głośnym miauknięciem kota, na co jedynie się zaśmiałem.
    - Tymczasem – kątem oka zauważyłem, że obok pojawiła się moja siostra – Dobranoc, księżniczko.
    Delikatnie się ukłoniłem, powoli wycofując do tyłu.

* * *

    Opadłam na łóżko, ciężko jęcząc.
    - Kto normalny każe nam wstawać tak wcześnie… - przekręciłam się na lewy bok, napotykając rozłożonego się na pół łóżka kota.
    Przyciągnęłam go do siebie, napawając się kocim zapachem. Odpowiedziało mi przyjemne mruczenie, przez co jeszcze mniej chciało mi się wstawać.
    - Sitio! – krzyknęłam, przez co nawet futrzak odskoczył na bok, drapiąc mnie w policzek.
    - No przecież idę! – głos dochodził z pomieszczenia naprzeciwko, gdzie znajdowała się moja łazienka. – To przez to, że nie obudziłaś mnie wcześniej.
    Białowłosa po chwili pojawiła się w drzwiach, szczotkując zęby. Spoglądała na mnie zmęczonym wzrokiem, czesząc jednocześnie długie włosy.
    - Winny zawsze się tłumaczy. – prychnęłam, unosząc się z miękkiego materacu.
    Podeszłam do niej, łapiąc za ramiona. Odwróciłam ją następnie tak, że swobodnie wepchnęłam ją z powrotem do małej łazienki.
   Zabrałam od niej szczotkę, przejmując władzę nad lejącą się między palcami białymi kosmykami.

* * *

    Odchrząknęłam zaraz przed wejściem do wielkiej Sali w której właśnie odbywało się spotkanie Rady. Od kilku najważniejszych osób w Wojsku dzieliły nas jedynie wielkie metalowe drzwi.
    Nabrałam powietrza w płuca, jakby ten gest miał zapewnić spokój mojego umysłu. Kilka sekund po tym, nacisnęłam na klamkę, otwierając w pełni drzwi.
   Nie zdziwiły mnie spojrzenia, które natychmiast spoczęły na naszej dwójce. Przy długim, drewnianym stole siedziała czwórka osób. Dwie kobiety znacznie się wyróżniały, odziane w kolorowe stroje i barwne ozdoby.
   - Przepraszamy za spóźnienie. – przekroczyłam próg, obrzucając spojrzeniem kolejno każdą z osób.
   Sitia kroczyła za mną, robiąc to na tyle cicho, że jedynie wiedza o jej obecności dawała mi pewność, że tutaj jest.
   - Nowy narybek? – pierwszy odezwał się czarnowłosy mężczyzna, wygodnie rozłożony na krześle po mojej lewej stronie.
   Zatrzymałam się zaraz przed stołem, zakładając dłoń na biodro i spoglądając w ciemne oczy Morana, uśmiechnęłam się. Zrobiłam krok w bok, zbliżając się jeszcze bardziej do zainteresowanego Księżniczką.
   - Przedstawiam wam Sitię Nigrea – wskazałam na dziewczynę, zerkając na jej zaciekawioną twarz.
   Delikatnie się skłoniła, odpowiednio witając się z nieznajomymi. Każde spojrzenie zatrzymało się właśnie na niej, lustrując dokładnie jej postawę. Musiała być do tego przyzwyczajona, bo ani drgnęła. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że jej kąciki ust lekko się unoszą.
   Potem po krótce przedstawiłam resztę tutaj zebranych, wcześniej tłumacząc jej kim będą ci ludzie. Mężczyzna po mojej lewej stronie był Pułkownikiem, który trzymał w ryzach większość wojska. Doświadczony snajper, budzący zaufanie swoich ludzi i wierny rozkazom Duncana. Jego lojalność była niezwykłym skarbem, a umiejętności bronią. Mimo, że był człowiekiem, potrafił dziesiątkować Demony, jak i Anioły. Sebastian Moran, złodziej kobiecych serc.
    Kobiety były wysłanniczkami Króla z Silangan. Obok nich siedziała prawa ręka rządzącego Królestwem Iar.
   Kiedy zajęłyśmy miejsca na przodzie, doszedł w końcu Duncan, stając w głównym miejscu. Miał widok na każdą twarz i mógł obserwować zachowanie zgromadzonych.
  - Zebrałem was tutaj, ponieważ przybył telegram z królestwa Silangan. Proszę o przedstawienie sprawy, panno Goth. – ruda czupryna zafalowała, kiedy wbił w nią spojrzenie.
   Kobieta natychmiast wstała, wyraźnie speszona spojrzeniem Duncana. Na jej głowie sterczał sztywny i grubo upięty kok, a zmarszczki na twarzy zdradzały podeszły wiek.
   - W lasach pojawiło się niebezpieczeństwo – zaczęła, nieco się jąkając. – Ludzie mówią o Bestii, niezidentyfikowanym Demonie. Mamy informacje, że to któryś z króli go wynajął.
  - Od kogo? – przedstawiciel Iar mocno się oburzył, wyrażając to całą swoją mimiką.
  Był dość sporej postawy, a jego brzuch trzymał jedynie lichy pasek.
  Zawsze mnie zastanawiało, jakim sposobem tacy ludzie mają przemawiać za Królestwo. Kolejne pionki, które myślą, że mają władzę.
   - To nie istotne – głos zabrała towarzyszka obok panny Goth. – Ktoś prawdopodobnie próbuję naruszyć rozejm.
  Nic nowego. Tylko dlaczego to my, jako wojsko mieliśmy się tym zajmować? Czemu skierowali się do samego Marszałka?
  - Potrzebujemy ochrony, Książe chce zająć się tym osobiście, ale… Król nie będzie narażał jego osoby. – jasnowłosa nerwowo pocierała ręce, na chwilę urywając kontakt wzrokowy z Duncanem. – Jeśli zapewnicie mu obstawę, dostaniecie zapłatę. Zróbcie to tak, jakby on pokonał to coś, ale przeżył.
   Typowe zachowanie królewskich rodzin. Dziecko było jedynie pionkiem, które nawet jeśli zdaje sobie z tego sprawę, nic nie może na to poradzić. Trzymanie za rączkę i surowe zasady, to właśnie podsumowanie ich życia.
    - I to wszystko? – brat wydał się zmęczony tą sprawą już teraz, wcale nie próbując tego ukryć.
    - Proszę, abyś wziął to na poważnie – kobieta zwróciła się do niego aż nazbyt swobodnie, przez co chłopak prychnął. – Mamy prawo tego wymagać, to twoje zadanie. Bezpieczeństwo innych to twój priorytet.
     Goth zacisnęła pięści, marszcząc gniewnie czoło. Rudowłosy na to posłał jej łagodny uśmiech, po kłaniając się delikatnie w jej stronę.
     Najwyraźniej ten gest ją uspokoił, bo wypuściła głośno powietrze. Potem to siedząca obok niej młodsza dziewczyna przejęła głos. W dłoniach trzymała plik dokumentów, tłumacząc, czym właściwe będziemy musieli się zająć. A miał być to Demon, osoba uzdolniona magicznie, która sieje zniszczenie swoim ognistym żywiołem. Spalał wioski, zabijał i niszczył okoliczną przyrodę.
   Zdziwił mnie jedynie fakt, że nasze jednostki, które tam stacjonowały, czegoś takiego nie zgłaszały. Sprawa również nie wyglądała na coś wyjątkowej wagi, takie coś jeszcze się zdarzało. Czasem byli to ci półkrwi, którzy chcieli odsunąć nasze wojska od władzy. Czasem tacy, którzy usilnie chcieli udowodnić coś Królowi. Nigdy jednak nie było to coś ciekawego i intrygującego.
    Dlatego też ciężko westchnęłam, zamykając oczy na ułamek sekundy. Tym się staliśmy. Marną ochroną, która bawi się w niańczenie rozpieczonych dzieciaków z wygórowanymi ambicjami.
    - Generał Ketia się tym zajmie, pomożesz jej pułkowniku Moran.  – zarządził Duncan, co jeszcze mocniej wbiło mnie w krzesło.
    Wcale się z tego nie cieszyłam. To znaczyło długą wycieczkę i kilka dni nudnej roboty. Mimo tego, skinęłam posłusznie głową i wymieniłam spojrzenie z szerzącym zęby Sebastianem.

* * *

Po spojrzeniu siostry doskonale znałem jej zdanie na temat czekającej ją wyprawy. Musiała to być jednak ona, bo moje zaufanie do żołnierzy już i tak zostało naruszone. Przeczuwałem, że za tym może kryć się coś znacznie większego. Bo dlaczego żadna jednostka mi tego nie zgłosiła? Dlaczego król wysyła delegację aż tutaj?
   - Jaką masz pewność, że ta dziewczyna nie stanowi zagrożenia? – spojrzałem na Karima, szukając na jego twarzy choćby cień wątpliwości. Nic jednak takiego nie dostrzegłem.
   - Żadnej –zaśmiałem się, zakładając przedramiona na piersi. – Kiedy wrócą, dostaniesz je. Wymyśl tylko dobry pretekst.
   Karim przewrócił oczami, najwyraźniej urażony takimi podtekstami. Nie mówiłem tego jednak żeby mu dokuczyć. Wiedziałem po prostu czego chce.
   - Chcę tylko zobaczyć metody tej Sitii, to wszystko. – wstał ze swojego miejsca, znacząco się na mnie patrząc. – Na Keyi już się poznałem i wiem, że zrobi, co trzeba.
   Przytaknąłem skinieniem, doskonale wiedząc o czym mówi.
   - Póki nie mija się to z moimi poglądami, jestem do twojej dyspozycji. – pogłębiłem pokłon, spoglądając głęboko w jego czarne ślepia.

* * *

    Odsunęłam czerwoną kotarę, ciągnąc za sobą Sitię. Weszłyśmy teraz do mniejszego, oddzielonego specjalnie pomieszczenia, gdzie już czekał na nas Pułkownik.
    - Kobiety… - mruknął, kiedy tylko nas zobaczył. – Zawsze musicie się spóźniać.
   Przewróciłam oczami, opadając na miejsce obok niego.
   - Gdy się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy. – spojrzałam na niego, obracając ciało tak, aby dotknął jego ramienia.
   Białowłosa obserwowała nas bystrym wzrokiem, zajmując miejsce naprzeciwko.
   Widziałam jak rozgląda się na boki, analizując wygląd tutejszego miejsca. Dziwiłam się jedynie, że jeszcze nie zaczęła narzekać. Miała na co, bowiem wystrój przypominał te obskurne motele.
   Czerwone sofy, szare ściany i wytytłane meble. Wszystko to tworzyło dość nieprzyjemny wygląd, a i zapach jaki tutaj panował, nie należał do najprzyjemniejszych. Ostra woń alkoholu mieszała się z nieprzyjemnym dymem papierosów.
    - Księżniczka wybaczy, ale to jedyne miejsce, w którym nikt nie patrzy nam na ręce. – zagaił Moran, wpatrując się w nią badawczym spojrzeniem.
    - Oh, wcale mi to nie przeszkadza – machnęła dłonią, wygodniej się opierając na sofie. – Rozumiem pewne konieczności.
    Łagodnie się uśmiechnęła, przechylając nieco głowę. Sebastian szeroko się uśmiechnął, sięgając pod stół po butelkę z alkoholem. Wyciągnął również talię kart, rzucając ją na stół.
    - O co dzisiaj zamierzasz grać? – westchnęłam, spoglądając na jego twarz, na której wciąż malowała się niesamowita pewność siebie.
    - O nią. – zaśmiał się, ale zaraz potem syknął, otrzymując ode mnie potężnego kuksańca w żebra. – Hoo? Zazdrosna?
    Wyprostował się, śmiejąc pod nosem.
    - Nie wiem, jak wytrzymamy z nim te kilkanaście dni. – mruknęłam, opadając wolno na oparcie.
    - Czekaj – wtrąciła się białowłosa, najwyraźniej zdziwiona moim słowami. – Jadę z wami?
    W jej oczach pojawił się błysk, na który się uśmiechnęłam.
    - Zapomniałam ci powiedzieć, ale tak. Nie bez powodu byłaś ze mną na spotkaniu rady.
    Nie wyglądała na zaskoczoną, przynajmniej nie w negatywny sposób.
    - I za to właśnie wypijemy – poczułam, jak na moje tali pojawia się męska dłoń, na którą delikatnie się wzdrygnęłam. – Za towarzystwo pięknych dam. – wolną ręką nalał nam whisky do szklanek, odkładając następnie butelkę obok.


   Potem zabrał jedną z szklanek, podając ją w stronę Sitii, która z uwagą obserwowała nasze postawy.
   - Za naszą znajomość. – dopowiedziała, wyraźnie wzbudzając zainteresowanie mężczyzny.
   Uśmiechnęłam się szeroko, nachylając po swoją dawkę. Pierwsza opróżniłam naczynie, nieprzyjemnie się przy tym krzywiąc.

* * *

    Kręciło mi się w głowie, a obraz się zamazywał. Ogarniała mnie senność, potęgowana dodatkowo przez ciepło ciała Morana.
    - Na dzisiaj wystarczy. – dziewczyna się zaśmiała, spoglądając na mnie z ukosa.
    Mężczyzna cmoknął zirytowany, wzdychając.
    - Dlatego właśnie Keya nie nadaje się do picia. – jęknął, na co kopnęłam go w brzuch.
    Mocniej zacisnął dłonie na moich udach, na co syknęłam mu do ucha.
    - To… wasza wina. – mruknęłam, przymykając zmęczone powieki.
    - Pójdę zanieść ją do pokoju – oboje zignorowali moje słowa. – Duncan mnie zabije, jeśli cokolwiek jej się stanie pod moją opieką.
    Zaśmiał się, a ja mocniej oplotłam ramionami jego szyję. Jego włosy łaskotały mnie w nos, ale nie miałam sił cofnąć głowy.
     - W takim razie – dziewczyna dotknęła mojego czoła, na co się głupkowato uśmiechnęłam, zawstydzona, że doprowadziłam się przy niej do takiego stanu. – Dobranoc.
     - Słodkich snów, księżniczko. – Moran pokłonił się delikatnie, a Sitia cofnęła dłoń.
     Odwróciła się do nas plecami, zmierzając teraz korytarzem w stronę swojego lokum. My za to ruszyliśmy w przeciwnym kierunku. Kątem oka zobaczyłam jeszcze, jak za jej nogami podąża nie kto inny, jak Czarnuszek.
    Tony, co ty kombinujesz?
    Kiedy w końcu mogłam przytulić poduszki, odetchnęłam. Poczułam jak za plecami ugina się łóżko, na którym najwyraźniej usiadł Sebastian. Po chwili poczułam drażniący zapach dymu papierosowego.
    - Interesująca dziewczyna – mruknął, kładąc się obok mnie. – Chcę zobaczyć, co potrafi.
    Jego ton głosu brzmiał poważnie, więc nie miałam wątpliwości, co do jego prawdomówności.
    - Jeszcze nas zaskoczy. – zaśmiałam się cicho, okręcając się tak, aby móc spojrzeć mu w oczy.
    Patrzyłam, jak wdycha truciznę, a jego płuca unoszą się i opadają. Myślałam nad misją, która nas czeka. Schwytanie osoby odpowiedzialnej za zamieszki i znoszenie towarzystwa Księcia z królestwa Silangan. Zapowiada się irytująco.


< Sitio? :> może nie będziesz mnie biła za ten odpis XD >

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybacz, cel uświęca środki.

Przebudzenie

Pozorna wolność